[ Logo ]

Teksty edukacyjne

Ewa Polak, Miłość – sztuka vs sztuczki

Ewa Polak

Miłość – sztuka vs sztuczki

O tym czym jest miłość wciąż próbują mówić naukowcy, udowadniają empirycy i od zawsze piszą poeci. Tylko któż z nich wie o niej więcej? Miłość jest wolna. Nie podlega woli. Nie da się jej celowo  wzbudzić, wyzwolić, ani w kimś, ani w sobie. Niemożliwym jest również by na siłę ją zatrzymać. Spętana i usidlona, czyli ta warunkowa umiera – stopniowo lub nagle, natomiast zaniedbywana bywa, że słabnie, blednie, zanika. Jak więc kochać by kochać miłością prawdziwą, dobrą? Jak ją rozpoznać i cóż dalej z nią czynić by rosła w swą siłę…?

Miłość, ciepłe uczucie w sobie i do kogoś… radość kiedy widzimy szczęście w oczach osoby, którą kochamy, chęć bycia blisko by dzielić chwile szczęścia, a pomagać w momentach trudnych. Zdarza się, że ludzie pragnąc miłości jednocześnie nie wiedzą czym ona jest i jak ją rozpoznać. Często powodem jest fakt, że albo nie dane było im w życiu doświadczyć miłości w czystej  formie lub dlatego, że w wyniku zaznanych ran przestali ją rozpoznawać i jej ufać. W wyniku tego osoby te mogą nie wiedzieć dwóch rzeczy: po pierwsze jak odnaleźć i dbać o uczucie miłości w samym sobie czy to do siebie samych czy też do innych, a po drugie jak rozpoznać miłość płynącą od drugiej osoby i w jaki sposób ją przyjąć.

Miłość jest wolna. Jak to rozumieć? Otóż tak, że nie można jej nakazać intencjonalnie, siłą woli by powstała, by się zadziała, zaistniała. Miłość można jedynie zauważyć, rozpoznać, przyjąć i pielęgnować by kwitła i była źródłem siły do życia i wzrostu. I mowa tu o zauważeniu, rozpoznaniu, przyjęciu i pielęgnowaniu miłości zarówno tej w sobie, do siebie samego i do drugiej osoby, jak i o tej miłości przyjmowanej od innych. To wszystko co można uczynić, jedyna słuszna postawa wobec tego uczucia, która to pozwala miłości istnieć we wnętrzu człowieka i między dwojgiem ludzi.

Miłość kojarzyć się może z pewnym idealnym, rajskim uczuciem i niebiańskim stanem rzeczy. Faktem jednak jest, że nie mamy raju na ziemi, a ludzkie serca i umysły w toku życia nawiedzane są przez różnego rodzaju niespodziewane ataki zarówno ze strony obcych jak i bliskich nam osób: zachowania, słowa, gesty i postawy wobec nas, które mają z miłością tyle wspólnego co nic. Jeśli w bagażu doświadczeń danej osoby tej bezwarunkowej, czystej, dobrej miłości jest niewystarczająco wiele to raz za razem po takich doświadczeniach tracona jest niewinność postawy wobec świata i ludzi. Utrata tej niewinności nie jest jednak wtedy tą naturalną formą budowania odpowiedniej, zdrowej ostrożności wobec otaczającego świata. W konsekwencji bowiem ludzkie serce może swą naturalnie żyzną, gotową do przyjęcia ziarna miłości powierzchnię przemienić na taką, która swą jałową twardością przypomina już jedynie tarczę ochronną i tylko taką pełni funkcję. W sferze uczuć często jednak okazuję się to za mało by w pełni żyć i otwierać się na uczucie miłości, które w ogromnej mierze człowieka żywi.

Pisząc o zauważeniu, rozpoznaniu, przyjęciu i pielęgnowaniu miłości mam na myśli proces, który pozwala na celebrowanie tego uczucia w kolejnych jego fazach od momentu kiedy będzie ono miało szansę się pojawić do jego pełnego rozkwitu wraz z towarzyszącymi mu zakrętami, pułapkami sytuacji i emocji. Mówi się, że miłość pojawia się w momencie kiedy człowiek jest  gotowy na uczucie i na podjęcie ryzyka. Ryzyko to związane jest z niewiadomą w jakim kierunku rozwinie się zalążek powstałego uczucia i z ewentualnym brakiem odwzajemnienia miłości, a co za tym idzie z rozczarowaniem i koniecznością poradzenia sobie z nim. W każdym razie umiejętność zauważenia, rozpoznania, przyjęcia i pielęgnowania miłości nie dla każdego jest sprawą oczywistą i prostą, a  związane z nimi wrażliwość, elastyczność, otwartość i odwaga potrzebne by doświadczać kolejnych etapów mogą być widziane jako życiowa sztuka. Każdy artysta przyzna, że sztuka wiąże się również z pewną dawką cierpienia, głodem inspiracji, lękiem przed brakiem natchnienia, bólem tworzenia, obawą przed odrzuceniem, niezrozumieniem dzieła przez odbiorcę. Można tworzyć w przypływie emocji i uczuć, ryzykować, a można też chcieć w bezpieczny, utarty sposób przewidując potrzeby konsumenta, kontrolując proces tworzenia powoływać do istnienia rzeczy nie mające z prawdziwym dziełem wiele wspólnego, czyli takiego wypływającego z serca, duszy – istoty człowieka. Przypomina to bezpieczny plan, układ, strategie nastawioną na zysk, której brakuje jeszcze promocyjno – reklamowych sztuczek by produkt zawojował market i dobrze się sprzedał. Zdarza się często, że ludzie w pogoni za uczuciem, miłością chcą ją „kupić”, zdobyć, pozyskać, mieć już tu i teraz i to na własność lub też samych siebie wykreować na obiekt wielce prawdopodobnie pożądany by zmaksymalizować prawdopodobieństwo bycia chcianym i kochanym. Jest to jednak wątpliwy plan na doświadczenie prawdziwej, autentycznej miłości, która u swych podstaw ma wolne w swej istocie przyciąganie, poruszenie i zachwyt istotą, duszą drugiej osoby. Ten bowiem pewnego rodzaju rezonans stać się może wstępem do budowania trwałej więzi.

I tak kiedy mamy serce i oczy szeroko otwarte możemy ewentualnie doświadczyć tj. zauważyć, poczuć to coś co sprawi, że zwrócimy uwagę na drugą osobę i, że będziemy w stanie odebrać na poziomie emocji, ciała i umysłu pewnego rodzaju magnetyzm, coś co poruszy nas w środku, pobudzi, ożywi, nie pozostaw obojętnym. Możemy to zauważyć i pozwolić temu zaistnieć, oddziaływać, ale nie jest możliwe by narzucić sobie takie uczucie lub je w sobie wskrzesić. Często słyszę: „Wiele bym dał/dała, żeby kochać ją/jego tak jak on/ona mnie. Jestem zły/ zła, nie umiem kochać, nie potrafię odwzajemnić jej/jego uczuć, a ona/ona jest taki/taka dobra, tak się stara.” Miłości nie da się wywołać na siłę. Są jednak osoby, które nie są w stanie otworzyć się na uczucie, na doświadczenie tego co płynie z zewnątrz boją się już na wstępie być dotkniętym przez energię emocji, poruszenia.

By rozpoznać miłość należy wiedzieć czym ona jest, jak to jest czuć się kochanym, czyli akceptowanym, przyjętym, szanowanym, zauważanym, branym pod uwagę, traktowanym słusznie, widzianym w niepowtarzalnej istocie swojej osoby. Bez takiej wiedzy opartej na doświadczeniu łatwo przyjąć za miłość jej skrawki, bądź ochłapy, w skrajnych przypadkach nawet przeciwieństwo miłości czyli odrobinę uwagi lub przywiązanie,  za którymi idzie wzajemne uzależnienie, brak szacunku, słusznego traktowania, brak wzajemnego brania siebie pod uwagę, ignorancja, przemoc fizyczna i psychiczna. Brak umiejętności, wiedzy i doświadczenia związanego z tym czym jest dobra miłość często jest powodem, który prowadzi osobę na spotkanie z psychologiem.

Miłość by wzrastać powinna trafić na podatny grunt czyli na gotowość osoby by ją przyjąć, a co za tym idzie pozwolić jej się zakorzenić, ugruntować, rozwinąć, zaistnieć. Wiąże się to ze sztuką balansowania na różnych pojawiających się uczuciach, nastrojach, emocjach. To próba zaufania, pokazania się i pokazywania wciąż od nowa każdego dnia w obliczu różnych sytuacji i reakcji własnych oraz partnera/partnerki. To coraz większa bliskość fizyczna, emocjonalna, duchowa. To wszystko to co piękne i to co brzydkie. To miłość i jej cień, sytuacje i emocje trudne.  To życiodajna siła miłości, ale tez śmierć – śmierć pierwszych idealnych wyobrażeń, niekiedy złudzeń, iluzji. Ceną za miłość jest odwaga, a kiedy nas na nią stać czeka na nas nagroda. Realne, wzajemne, kompletne widzenie, rozumienie, szanowanie i kochanie. Złość, gniew, irytacja, zazdrość, lęk to emocje, które mogą się pojawić. Jeśli przejmują władzę w związku nad uczuciami, komunikacją i klarownym widzeniem siebie nawzajem warto wtedy  zasięgnąć porady psychologa.

Do tego by istniało życie, wzrost, rozwój potrzebne jest odpowiednia, umiejętna pielęgnacja i dotyczy to również miłości. To jak człowiek traktuje samego siebie przejawia się w tym jak obchodzi się z drugą istotą i otaczającym go światem. Kiedy kocha i szanuje siebie to szanuje również drugą osobę, kiedy rozumie siebie i słucha siebie, stara się zrozumieć partnera/partnerkę i pozwala jemu/jej wsłuchać się w siebie. Pielęgnowanie to dawanie zarówno sobie jak i drugiej osobie odpowiedniej przestrzeni zarówno w czasie jak i terytorialnie, to wzajemne rozumienie i szanowanie swoich potrzeb, poznawanie i wspieranie, niekiedy wzajemne chronienie siebie. To pielęgnowanie wspólnych wartości oraz rozumienie i uwzględnianie swoich granic. To w końcu odnajdywanie i realizowanie wspólnych celi bądź też uczciwe zauważenie ich rozbieżności lub braku. Nie każdy wie jak pielęgnować samego siebie, a tym bardziej relacje i miłość. Często z lęku przed porażką w związku, jego rozpadem kamuflujemy to co przysparza nam trudności, jednak to co trudne, a przemilczane z czasem urasta do rozmiarów demona, który zatruwa komunikacje, uczucia i dobrą energię w relacji nie mówiąc o miłości. Na tym etapie często też pary stają w obliczu kryzysów, wątpliwości i decyzji czy być razem czy też się rozstać. Bywa, że para lub jedna osoba zwyczajnie nie chce już być w związku, a wtedy sztuką jest się rozstać, puścić drugą osobę wolno lub odejść zabierając to co swoje, ale nie więcej unikając szantaży, gróźb, wzniecania nienawiści. Kiedy indziej dwoje ludzi zwyczajnie nie wie jak tchnąc życie w relację, jak dbać o uczucie, o siebie, wspólne życie.

Patrząc na miłość jak na sztukę tzn. wolną w swej istocie, wymagającą potencjału, iskry,  talentu czyli umiejętności wyrazu i ekspresji oraz otwartego, odważnego serca warto uczynić wiele by miłość, której doświadczamy w sobie była wolna również od potencjalnych sztuczek, tricków, prób uwiedzenia, zmanipulowania odbiorcy tj w  tym wypadku partnera/partnerki. W to miejsce zachęcam do zdobycia się na odwagę do tworzenia ekspresji autentycznych uczuć i urzeczywistniania ich oraz zdrowego ich komunikowania, wyrażania i mądrze otwartego ich przyjmowania.

Ewa Polak, Zaburzenia odżywiania a potencjał ukrytej osoby pacjenta

Ewa Polak

Zaburzenia odżywiania a potencjał ukrytej osoby pacjenta

Dziewczyna  nadal była chora. „Jesteś zarozumiała!” usłyszała, „Ciągle patrzysz w lustro.”

„A mi przecież nie o to chodzi mamo.” odpowiedziała we łzach dziewczyna  „Patrzyłam, bo szukałam samej siebie. Polowałam na siebie.”

Każdy przypadek osoby doświadczającej anoreksji jest zupełnie inny podobnie jak inna jest każda osoba, chorująca na anoreksję. Nie istnieje proces leczenia anoreksji bez rozumienia czym jest ta choroba, jak również, co ważniejsze, nie istnieje wyleczenie bez zrozumienia KIM jest OSOBA doświadczająca tej choroby. Każdorazowo, indywidualne zrozumienie KTO cierpi na anoreksję jest kluczowe.

                                                      Kto?         Ja.       Ja czyli kto?

Kim jestem naprawdę i jak mam znaleźć własną odpowiedz gdy w głowie pobrzmiewa gąszcz odpowiedzi, pomysłów i opinii zasłyszanych od innych:

„Zawsze mi mówiono, że jestem dominującą perfekcjonistką.”

„Nic mi nie pomoże. Jestem zbyt niedobra. Będę musiała radzić sobie z tym do końca mojego życia. Muszę z tym żyć.”

„Mówią, że jestem samolubna, że interesuję się tylko tym jak wyglądam.”

„Mój lekarz powiedział, że nie chcę urosnąć.”

„Ona nie chce zająć się swoimi podstawowymi sprawami niezależnie od tego do ilu lekarzy chodzi.”

„To te zdjęcia supermodelek spowodowały, że ona rozpoczęła to bezustanne odchudzanie się.”

Osoba chora może myśleć i mówić:

„Jestem najgorszym przypadkiem jaki mój lekarz miał w swoim życiu i jestem nieuleczalna”

„Nie zasługuję na to by mi było lepiej. Czuję się taka brudna, beznadziejna niedobra, gruba, przerażona, niepewna i pełna klęski. Naprawdę nie zasługuję na to by żyć.”

„Nie patrzyłam na modelki i nie chciałam wyglądać jak modelka. Nie myślałam o tym, że stanę się piękna. Uważałam, że jestem najbrzydszą, najbardziej samolubną i okropną osobą.”

Poza tak ważnymi elementami bycia jak poczucie własnej wartości, pozytywna samoocena, zadowolenie z siebie, poczucie spełnienia i samorealizacji czy też szacunek do samego siebie, które w przypadku osób z zaburzeniami odżywiania zostały nadwyrężone, zdewaluowane lub zupełnie legły w gruzach , niezwykle istotna jest kwestia osobowości chorego. Na niewiele zda się mówienie o niskich wskaźnikach wymienionych cech pacjenta w kontekście anoreksji kiedy to anoreksja często jest stanem opartym na braku pełnego zdefiniowania własnej osobowości. Potrzebne jest by osoba chora najpierw zdefiniowała, poczuła swoją osobę, doświadczyła jej. Poczucie bezpieczeństwa, atmosfera szacunku i akceptacji, choć często obce i niekiedy wręcz trudne do rozpoznania przez pacjenta (z powodu jego doświadczeń) są konieczne do tego by rozpoczął się proces leczenia. Proces zaczynający się od podstawowego doświadczenia przez pacjenta jego chęci do dania sobie prawa by zawalczyć o siebie, następnie prowadzący do zdobycia zalążka siły by szukać w sobie(!), a nie na zewnątrz siebie, wskazówek do samookreślenia swojej osoby. To niezwykle subtelny, intymny wręcz płochy proces wymagający atmosfery zrozumienia, przychylności i akceptacji oraz jak sama nazwa wskazuje, czasu.

 Często perfekcjonizm u osoby cierpiącej na zaburzenia odżywiania dotyczy chęci, wręcz przymusu zadowolenia społeczeństwa, rodziny, bliskich i odwzorowania ich oczekiwań:

„Nie czuję się pewna siebie jako osoba, a więc staram się spełniać naciski społeczne by sprostać oczekiwaniom, jakie ono ma wobec akceptacji na podstawie wyglądu.”

Bardzo często każda pozytywna informacja ze strony otaczającego pacjenta świata staje się dla pacjenta motywacją do działania. Słyszy on, że „może coś osiągnąć”, a ponieważ równoznaczne jest to dla niego z tym, że musi to osiągnąć traci on siebie i gna bez tchu by zadowolić kolejne osoby. Jest jednak wielka różnica pomiędzy dążeniem do perfekcji, samorealizacji, zadowolenia, radości, a próbą swoistego złożenia ofiary z siebie jako osoby perfekcyjnej po to by społeczeństwo jako całość stało się lepszym miejscem dla wszystkich. To ambitny lecz zawsze zgubny cel, często jednak spotykany wśród osób chorych na anoreksję.

Działanie, naginanie, piłowanie swojego ciała i ducha na usługach społecznej akceptacji potrafi zabrać ogrom sił osobie chorej. Sił, które to równie dobrze może ona spróbować zainwestować w powolne, ale konsekwentne i prawdziwie własne, owocne budowanie, umacnianie swojej niepowtarzalnej OSOBY wkraczając na ścieżkę poszukiwania, pielęgnowania i doświadczania SIEBIE i SWOJEGO życia. Pozwala na to i pomaga w tym pełna zrozumienia relacja z terapeutą oraz proces terapeutyczny, który dokonuje się powoli, od punku, w którym pacjent się znajduje zarówno jako istota emocjonalna, duchowa jaki i fizyczna, której ciało również, a w tym wypadku bezwzględnie, ją prowadzi.

Ewa Polak, Samobójstwo na raty

Ewa Polak

Samobójstwo na raty czyli siła ‚negatywnego umysłu’ u osoby cierpiącej na anoreksję. 

Zaburzenia jedzenia to milcząca epidemia. Osoby cierpiące na anoreksją nie stoją zrzeszone razem i nie krzyczą „Ratujcie nas!”. Inne osoby owszem: bliscy, psycholodzy tworzą organizacje, grupy wsparcia, ale osoby dotknięte anoreksją nie. Ich krzyk jest niemy, często bezsilny, ich wątłe siły życia są nierzadko bardzo głodne nadziei. Zupełnie tak jak milczące, wątłe, pozbawione nadziei, wciąż głodne są osoby z anoreksją. Jednakże tak samo jak w naturze kwiat nie otworzy się na komendę „Kwitnij!!!” podobnie chory na anoreksją nie odzyska zgody i apetytu  na życie słysząc prośby czy groźby „Jedz!”.

Zdarza się postrzeganie zaburzeń odżywiania jako zachowań związanych z zaburzeniem obsesyjno-kompulsywnym. Jednakże walka jedynie z ewentualnymi zachowaniami, rytuałami i symptomami anoreksji tj. np. z niejedzeniem, niską wagą jest niestety również jedynie chwilowym zaleczeniem choroby. To preludium do pewnych nawrotów. Tylko leczenie źródła anoreksji daje szansę na powrót do zdrowia. Leczenie wymaga całkowitej odnowy żywotności często całkowicie zanegowanej osoby cierpiącego pacjenta. Potrzebna jest tu zarówno od terapeuty jak i od osoby chorej:

  • cierpliwość
  • całkowite zrozumienie dla chorego (a w przypadku chorego dla jej/jego choroby)
  • czas – tak dużo jak tylko chory i proces odchodzenia jego choroby będzie wymagał

„Co noc przykuta jestem do ziemi                                                                                                                                                                                            I zapominam, kim jestem.                                                                                                                                                                                                Tatusiu ?                                                                                                                                                                                                                                    To inny rodzaj więzienia”

(Anne Sexton, Sleeping Beauty)

Nie trudno by osoba chorująca na anoreksję, doświadczająca walki z przeznaczeniem (sytuacją, emocjami) zaczęła wierzyć w to, że jej przeznaczaniem jest właśnie ciągła walka. Częstym doświadczeniem jest więc:

  • uciekanie od samego siebie
  • negowanie własnej osoby
  • nie dawanie sobie prawa do bycia

W efekcie głodzenie siebie i konsekwentne niedawanie sobie prawa do zaistnienia i życia zaczyna dominować i przypominać                 samobójstwo na raty. Samobójstwo dokonywane każdego dnia w sferze czynów oraz w sferze umysłu. Nazywając ‚zainfekowane’ myślenie o sobie ‚negatywnym umysłem’ możemy zrozumieć gdzie dokonuje się owa zbrodnia na poziomie mentalnym. ‚Negatywny umysł’ osoby cierpiącej na anoreksje nie daje jej chwili wytchnienia, wpływa najczęściej właściwie na każdą jej myśl, opinię, przekonanie o niej samej lub otaczającym ją świecie.

Najczęściej kluczem, a zarazem predyspozycją do powstania ‚negatywnego umysłu’ jest podatność do nadmiernego poczucia odpowiedzialności za zło całego świata, ale również sytuacji trudnych dotyczących rodziny i bliskiego otoczenia osoby chorej. Za poczuciem odpowiedzialności, idzie pragnienie zmiany oraz posiadania kontroli i wpływu na stan rzeczy. Kiedy jest to niemożliwe, (a zgodnie z zasadami życia często tak jest) w osobie rodzi się pragnienie by otaczający świat był idealny (co również okazuje się niemożliwe do uzyskania lub utrzymania). Jedynymi obszarami na jakie można przenieść wyżej wymienione wymagania związane ze światem zewnętrznym są ciało i emocje osoby chorej. Tak więc na poziomie umysłu osoba chora pragnie ujarzmić impulsy i skontrolować swoje emocje, przewidywać je, a najchętniej zupełnie je wyeliminować. Natomiast na poziomie ciała chce skontrolować jego potrzeby, wagę, wygląd. Ostatecznie często pragnie nie czuć nic i adekwatnie ważyć tyle co nic. Nie doświadczać emocji i nie czuć apetytu. Jednym słowem: nie pragnąć i nie chcieć. Póki jest to niemożliwe osoba chora doświadcza uczucia porażki. Jest to zawsze porażka powracająca gdyż trudno zrealizować ów nieludzki plan. W tle, czujny, robiący już swoja robotę ‚negatywny umysł’ pragnie ukarać osobę za tę niemoc i porażkę. By mieć nad osobą chorą kontrolę mąci i infekuję zdrowy, pozytywny, adekwatny, obiektywny i optymalny sposób myślenia tj taki, który opisuje prawdę o człowieku.                                                                                                                                                                                                    Siła rażenia ‚negatywnego umysłu’ potrafi być ogromna, podpowiada np.:

KAŻDY NIENAWIDZI CIEBIE

JESTEŚ TYLKO ŹRÓDŁEM KŁOPOTÓW

NICZEGO NIE ROBISZ DOBRZE

JESTEŚ WYMAGAJĄCY, SAMOLUBNY, CHCIWY I ZŁOŚLIWY

NIGDY CI SIĘ NIE UDA

ŚWIAT JEST GORSZY PRZEZ TWOJĄ OBECNOŚĆ

TAKI JAK TY NIE ZASŁUGUJE NA ROZRYWKI, A JEDZENIE TO ROZRYWKA

JESTEŚ GRUBY, WIEEEEEEELKI, BRZYYYYDKI

TWÓJ OJCIEC ZGINIE W WYPADKU JEŚLI BĘDZIESZ JEŚĆ

TWOJE MIEJSCE JEST W PIEKLE

NIE ZASŁUGUJESZ BY ŻYĆ

NIE JEDZ BO JEDZENIE OZNACZA ŻYCIE

JESTEŚ CIĘŻAREM DLA RODZINY I SPOŁECZEŃSTWA

POWINIENEŚ UMRZEĆ

Dobrze jest stawać się świadomym, że żadne z wymienionych stwierdzeń nie jest prawdą ostateczną, na której warto opierać swoje myślenie, działanie, życie.

Chorzy na anoreksję tak opowiadają o wpływie choroby na postrzeganie siebie, swoje odczucia i postępowanie:

 „Zawsze utożsamiałam się z tym, czym nie jestem. Ale kim ja właściwie jestem? Jedynie moje poczucie winy, wstyd i strach czynią ze mnie człowieka. Kiedy dotykam sedna, rozpoznaję siebie to widzę, że od zawsze uciekam i czuję upokorzenie.”

„Moje relacje z innymi nie są dobre. Wracam więc do pracy. Tam czuję się bezpieczna. Ale i to nie jest doskonałe rozwiązanie.”

 „Wybuchnę, jeśli będę musiała jeszcze raz na cokolwiek zareagować. Wycofuję się bo przytłacza mnie presja ze strony zewnętrznego świata, a piętrzące się wewnętrzne naciski sprawiają, że czuję się naprawdę chora.”

 „Dawniej składnie władałam językiem i piórem. Teraz brakuje mi słów, często nie mogę się wysłowić. Teraz przez to już nigdy, nigdzie nie czuję się bezpieczna.”

 „Jem z miski psa, nie jestem warta talerza i sztućców.” 

 „Jak schudnę będę czuć się wolna. Ile chcę ważyć…??? Zero.”

 Anoreksja jest swego rodzaju alienacją od samego siebie i od społeczeństwa. Obecne trendy kulturowe i społeczeństwo tworzą idealny wprost labirynt. To w nim osoba o zniekształconym przez krytyczne, negatywne przekonania obrazie siebie gubi się, czuje, że nie zasługuje na pomoc, nie widzi możliwości pomocy i cierpi katusze. Wewnętrznie chory może każdego dnia mieć poczucie umierania ze wstydu, poddawania się czemuś nad czym przestał mieć kontrolę. Nie taki na początku jest cel chorego, a więc tym bardziej błędne koło zatacza krąg. ‚Negatywny umysł’ żywi się osłabionym przez niespełnienie owego celu poczuciem wartości. Opadająca z sił do życia osoba pacjenta dodatkowo konsekwentnie jest infekowana przez patologiczne myślenie przypisane ‚negatywnemu umysłowi’. Chory traci zdrowe punkty odniesienia. Słabnie jego wewnętrzna moc i przyćmione zostaje piękno jego wewnętrznej istoty.

Osobiście uważam, że należy stworzyć chorej osobie atmosferę bezwarunkowego przebaczenia w kontekście negatywnego obrazu siebie. Dopiero wtedy pacjent może próbować zacząć zwracać się ku swojej osobowości i wszelkim, ewentualnym, wynikającym z niej słabościom.

Jako psychoterapeuta wierzę, że odrobina nadziei, która zachęca każdą osobę z zaburzeniem odżywiania by codziennie rano wstać i próbować po raz kolejny może stać się mocną podstawą do rozpoczęcia procesu leczenia. Wierzę również, że z czasem uczucie towarzyszące zdaniu: „Nie potrafię zaufać życiu. Łapię je chwytam za kark i zatapiam w nim zęby, a wszystko po to by mieć pewność, że mi nie ucieknie.” przemieni się w stan, który można opisać słowami: „Czuję, że mogę po prostu tu być, jestem w nurcie życia i ufam, że życie mnie niesie…”. A wszystko po to by spróbować zacząć odzyskiwać prawie utracone życie. Choćby powoli i na raty…